5 rzeczy, których (być może) nie wiesz o Bałtyku, a (zupełnie prawdopodobnie) powinieneś lub powinnaś.

Foto: Sebastian Rzepka

Tego lata polskie wybrzeże cieszyło się jeszcze większą popularnością niż zazwyczaj. Sytuacja na świecie sprawiła, że zamiast mórz bardziej odległych i egzotycznych, spora część miłośników plażowania zdecydowała się spędzić swój urlop nad swojskim Bałtykiem. 

Zamiast więc mówić „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”, powiedzmy „cudze chwalicie, swego nie znacie” i przyznajmy, że często nie doceniamy tego pięknego morza. Dla nieprzekonanych o jego wyjątkowości – kilka ciekawostek, które ukażą Bałtyk w nowym świetle.

1. Bałtyk jest najsłodszy!

W tym przypadku nie jest to bynajmniej tani komplement, a fakt – Bałtyk jest morzem o najniższym zasoleniu na świecie. Ze względu na jego budowę geologiczną i fakt, że rozciąga się południkowo, zasolenie różni się w poszczególnych rejonach. W okolicach Cieśnin Duńskich, a więc tam, gdzie zachodzi największa wymiana wody z Morzem Północnym dochodzi ono do ok. 15- 20 PSU (practical salinity unit), w okolicach polskiego wybrzeża jest to ok. 7, a w najdalej wysuniętych na północ rejonach Zatoki Botnickiej jedynie 2. Warto tu zaznaczyć, że średnie zasolenie wody w oceanach wynosi 35.

Na tę sytuację składa się kilka czynników. Po pierwsze, Bałtyk ma bardzo wąskie połączenie z oceanem, w związku z czym napływ słonej wody jest mocno ograniczony. Ponadto, dopływ wód słodkich do morza znacznie przeważa nad parowaniem – taka sytuacja ma miejsce nawet jeśli uwzględnimy tylko opady atmosferyczne, a trzeba wziąć pod uwagę także rzeki, które są czynnikiem znacznie bardziej znaczącym w tym równaniu. Oczywiście zdarzają się także tzw. wlewy wody z Morza Północnego, jednakże nie są one w stanie wpłynąć znacząco i długotrwale na zasolenie całego zbiornika.

Foto: Sebastian Rzepka

2. Bałtyk to bardzo młode morze, które bywało też jeziorem. 

Patrząc na historię geologiczną Morza Bałtyckiego można odnieść wrażenie,
że nie wiedziało ono czy chce być morzem, czy jednak jeziorem. 

Wszystko zaczęło się ok. 13 tys. lat temu, kiedy wody cofającego się ku północy i topniejącego lodowca skandynawskiego utworzyły Bałtyckie Jezioro Zaporowe, nazywane także Jeziorem Lodowcowym. Był to pierwszy etap kształtowania się morza, które znamy dzisiaj. Ciągłe podwyższanie poziomu wód spowodowało, że ok. 3 tys. lat później jezioro to połączyło się z Morzem Północnym, czego konsekwencją był napływ słonej wody i zasiedlanie zbiornika przez nowe gatunki roślin i zwierząt. Dominującym gatunkiem małża w tamtym czasie był Yoldia arctica, w związku z czym ten etap historii Bałtyku nazywany jest Morzem Yoldiowym. 

Foto: Sebastian Rzepka

Mniej więcej tysiąc lat później, podniesienie obszaru Skandynawii w wyniku dalszego cofania się lodowca spowodowało odcięcie od oceanu i zbiornik znowu stał się jeziorem. Nazywany jest dzisiaj Jeziorem Ancylusowym, gdyż szczególnie ochoczo zadomowił się w nim gatunek ślimaka Ancylus fluviatilis

To właśnie Ancylus fluviatilis. Uprzedzając pytanie czy nie było mniejszego zdjęcia, odpowiadam, że nie było. 

Ponowna zmiana statusu na morski następuje ok. 7 tys. lat temu - spowodowana jest podniesieniem się poziomu wód oceanicznych. Napływ słonej wody pociągnął za sobą zmiany składu gatunkowego i triumfujące miejsce słodkowodnego ślimaka przejął gatunek słonowodny – Littorina littorea i dlatego dziś Bałtyk z tego okresu nazywamy Morzem Litorynowym.

Kiedy więc możemy w końcu zacząć mówić o Morzu Bałtyckim? Uważa się,
że ukształtowało się ono ok. 3 tys. lat temu, jako następstwo podnoszenia się lądu
i zmniejszania dopływu wód z Morza Północnego. Żeby tradycji nazywania kolejnych etapów historii Bałtyku od zamieszkujących je mięczaków stało się zadość, dodać należy, że dzisiejszy stan rzeczy nazywamy Morzem Mya, od małży z gatunku Mya arenaria.

Czy 3 tysiące lat to dużo? Z naszej perspektywy sporo, ale kiedy spojrzymy na tę liczbę z perspektywy geologicznej to zobaczymy, historia najbliższego nam morza
to zaledwie chwila. Dla porównania, Morze Śródziemne powstało 5 mln lat temu. Gdyby przyglądać się historii kształtowania się mórz na Ziemi, należałoby powstrzymać się przed mruganiem, bo inaczej prawdopodobnie powstanie Bałtyku umknęłoby naszej uwadze.

3. Inwazja obcych

Dzięki swojej specyfice Bałtyk zapewnia optymalne środowisko do życia
organizmom o różnych wymaganiach środowiskowych. W rejonach o niskim zasoleniu często spotkać można gatunki kojarzone raczej ze środowiskiem słodkowodnym, natomiast tam, gdzie woda jest bardziej słona występują gatunki typowo morskie. Dodatkowo Bałtyk jest morzem o umiarkowanej różnorodności biologicznej, co sprawia, że wiele nisz ekologicznych pozostaje wciąż niezapełnionych. Na takie warunki czekają właśnie przybysze z innych rejonów świata.

Wspomniany wcześniej gatunek małża, Mya arenaria, prawdopodobnie nie dostał się do Bałtyku w sposób naturalny. Mógł zostać przewieziony na kadłubach statków, po czym znalazł tu odpowiednie warunki do życia i jego populacja rozrosła się w szybkim tempie.

Na tej samej zasadzie gatunki obce przedostają się do Morza Bałtyckiego również dzisiaj. Czasem dzieje się to na drodze naturalnych migracji, znacznie częściej jednak w k działalności człowieka – przez celowe introdukcje, przypadkowe przeniesienia w wodach balastowych i na kadłubach statków, brak odpowiedniej kontroli nad hodowlami, czy też wypuszczanie organizmów z akwariów.

Z jednej strony, można dopatrywać się w tym wzbogacenia bioróżnorodności morza. W końcu krabik amerykański, krab wełnistoszczypcy, czy krewetka atlantycka to fascynujące organizmy i czynią, dość ubogi w gatunki, Bałtyk morzem bardziej interesującym. Niestety niektóre gatunki obce stają się inwazyjne - zaczynają „rozpychać się łokciami”, wypierając gatunki rodzime z ich nisz ekologicznych i wpływając niekorzystnie na ekosystem Bałtyku.

Przykładem może być ryba pochodząca z Morza Czarnego, a zadomowiona w Morzu Bałtyckim od lat 90. XX w., babka bycza. Żywi się ona omułkami – szeroko rozpowszechnionymi małżami. Omułki pozyskują pokarm poprzez filtrację wody i niestety w konsekwencji kumulują w sobie duże ilości soli metali ciężkich. Zjadanie ich przez babki powoduje, że te szkodliwe substancje wracają do obiegu w środowisku morskim. W dodatku ryba ta konkuruje z wieloma rodzimymi gatunkami ryb o bazę pokarmową. Nie jest więc najlepszym wzbogaceniem bałtyckiej fauny.

Krabiki amerykańskie (Rhithropanopeus harrisii) po raz pierwszy pojawiły się
na polskim wybrzeżu w latach 50. XX w.

Czerwona flaga

Termin „zakwit sinic” przywoływany jest co lato. Kojarzy się on z czerwoną flagą
na kąpielisku i średnio udanym dniem plażowania. Jednak czym tak naprawdę jest ten zakwit, co go powoduje i dlaczego jest niebezpieczny?

Zaczynając od początku, zakwit to masowe namnażanie się glonów i sinic. Czynnikiem wywołującym go jest przeżyźnienie wody spowodowane wzmożonym dopływem substancji odżywczych, z których kluczowe są związki azotu i fosforu. W tym aspekcie człowiek ma ogromny udział, gdyż to właśnie z jego działalności pochodzi większość tych substancji. Docierają one do morza, na przykład z oczyszczalni ścieków, kolektorów zrzutowych zakładów przemysłowych, czy terenów rolniczych i leśnych. Konsekwencją zbyt dużej ilości związków odżywczych w wodzie jest masowe namnażanie się organizmów fitoplanktonowych. Często jest ich tak dużo, że są widoczne gołym okiem
i tworzą zielonkawą warstwę unoszącą się na wodzie.

Nie wszystkim jednak sinice przeszkadzają w kąpieli, choć powinny. (Redłowo, 2020)

Konsekwencji takiego stanu rzeczy jest wiele. Pierwszą z nich jest nieprzyjemny
dla plażowicza zakaz kąpieli, spowodowany faktem, że część gatunków sinic produkuje niebezpieczne dla zdrowia toksyny. Mogą one m. in. wywoływać podrażnienia skóry, oddziaływać na układ pokarmowy i nerwowy. Jednak zakwit, co mniej oczywiste, jest także niekorzystny dla środowiska morskiego. Gruba warstwa glonów i sinic na powierzchni wody powoduje, że światło słoneczne nie może przedostać się głębiej, co hamuje proces fotosyntezy w przypadku roślin i glonów znajdujących się na dnie. Dodatkowo, obumierające organizmy fitoplanktonowe masowo opadają na dno, gdzie są rozkładane przez bakterie tlenowe. Jednak ich ilość jest tak ogromna, że w końcu tlenu zaczyna brakować i funkcję rozkładania materii przejmują bakterie beztlenowe, a produktem ubocznym ich pracy jest niezwykle szkodliwy dla morskich organizmów siarkowodór. W ten sposób powstają strefy o obniżonej zawartości tlenu oraz tzw. pustynie tlenowe. Obszar występowania stref beztlenowych na dnie Bałtyku to łącznie ok. 50 tys. km2. Cały proces, od przeżyźnienia wody po wszystkie konsekwencje nosi nazwę eutrofizacji i warto to zapamiętać, bo z pewnością  w ciągu najbliższych lat będzie pojawiał się często w kontekście głównych problemów Bałtyku.

Należy jednak zaznaczyć, że sinice są organizmami, które interesują naukowców
na całym świecie nie tylko ze względu na produkcję toksyn. Biotechnolodzy i biolodzy odkryli i wciąż odkrywają wiele produkowanych przez nie substancji, które mają szerokie zastosowanie w życiu codziennym – farmakologii, kosmetologii czy przemyśle spożywczym. Z pewnością wiele osób słyszało o sprzedawanej jako suplement diety spirulinie, która jest niczym innym, jak nazwą handlową sinic z rodzaju Arthrospira, a jej właściwości  i dobroczynny wpływ na zdrowie są szeroko dyskutowane w środowisku naukowym.

Zakwit sinic, Gdynia Orłowo, lipiec 2020 r.

Czego oczy nie widzą, czyli wraki na dnie

Mówi się o tym dużo i od wielu lat, jednak temat wciąż nie może się w pełni przebić do zbiorowej świadomości. A może po prostu problem ukryty pod powierzchnia wody łatwiej jest ignorować? Dziś jest już pewne, że wraki spoczywające na dnie Bałtyku od II wojny światowej, a także znajdujące się w nich paliwo
i broń chemiczna nie mogą być już dłużej tematem pomijanym. Wykazano, że uwolnienie zaledwie 1/6 środków chemicznych spoczywających na dnie poskutkowałoby zabiciem życia w Bałtyku na ok. 100 lat.

Obecnie największe zagrożenie w rejonie Zatoki Gdańskiej stanowią wraki Franken, na którym może znajdować się nawet 6 tys. ton paliwa, oraz Stuttgart, z którego już teraz paliwo się wydobywa. Powierzchnia skażonego dna wokół drugiego z wraków wynosi już ok. 415 tys. m2 i ciągle się rozszerza. Żadne organizmy denne nie są w stanie żyć w takich warunkach, w związku z czym mówi się o lokalnej katastrofie ekologicznej w tym rejonie.

Zobacz reportaż Fundacji MARE o Frankenie. 

Nadzieję na podjęcie działań w tej sprawie daje niedawna kontrola NIK, która ukazała lata zaniedbań i spychania odpowiedzialności pomiędzy organami kompetentnymi do podjęcia działań. Problemem zatopionych na dnie Bałtyku wraków zajmuje się także Fundacja MARE, poprzez edukację, zwracanie uwagi organów państwowych oraz społeczeństwa na ten palący problem oraz informowanie o bieżących ustaleniach i działaniach.

Zaczynając pisać ten tekst myślałam, że będzie miał on formę luźnych ciekawostek, ale im dłużej nad nim pracowałam, tym bardziej chciałam przekazać coś ważnego. Bałtyk jest pięknym morzem, unikatowym ekosystemem, ale niestety ma też wiele problemów i ważne, żeby świadomość o nich zwiększała się. Ostatecznie jest to jedyne morze, do którego Polska ma bezpośredni dostęp – innego mieć nie będziemy, więc dbajmy o nie.

---

Blog Hansa Wear wspiera sklep Hansa Wear, a nasz sklep finansuje działalność bloga. Będzie nam super miło, jeżeli wpadniesz na zakupy. Szyjemy w Polsce, nasze ubrania pakujemy w papier, 5% zysku przekazujemy Fundacji MARE. Zapraszamy, może coś Ci się spodoba.

---> Poka ten sklep!

---> Eeee tam, wolę coś jeszcze przeczytać.


Autorką tekstu jest Patrycja Nowakowska – absolwentka oceanografii, specjalność biologia morza na Uniwersytecie Gdańskim, wolontariuszka w Fundacji MARE, dla której śledzi naukowe newsy o morzach i oceanach, zakochana w życiu pod wodą. Jeśli chcecie więcej morskiego contentu śledźcie instagram @slona_woda, bo obiecała pisać tam częściej i social media Fundacji MARE.


łukasz

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów