Nieheteronormatywny przewodnik po Trójmieście by Ninusy

Ryjki, mamy Pride Month. Chcieliśmy w związku z tym zrobić coś więcej niż dodać tęczę w profilówce na feju. Uznaliśmy, że fajnie byłoby przy tej okazji oddać głos naszym trójmiejskim znajomym, które opowiedzą Wam o trójmieście z perspektywy LGBT. Pozdro i tyle ode mnie - skromnego konferansjera - przed Wami Ania i Zandra!

Ania i Zandra czyli Ninusy to małżeństwo dwóch ideologii, z czego jedna jest analitykiem finansowym a druga artystką z zamiłowaniem do marketingu. Żyją, mieszkają i robią swoje w 3mieście. A tu znajdziecie nieco więcej na ich temat:

blog: www.ninuspl.wordpress.com
instagram: www.intagram.com/ninusy_

Trójmiasto jest jak Śląsk - wszyscy wiedzą gdzie jest, jednak Ci którzy tam mieszkają mają na to różne inne nazwy. I tak Gdańsk śmieje się z Gdyni, że tam mieszkają śledzie, zaś z Gdyni do Gdańska nikt nie jeździ bo nie ma po co. Nikt natomiast nie używa nazwy Trójmiasto, chyba, że przejezdni.

Jako osoby związane z tym miastem w sumie od 40 lat (Zandra 11, Ania 29) postanowiłyśmy przybliżyć reszcie Polski a szczególnie znajomym z Warszawy te urocze okolice.

Gdańsk, miasto wolności i solidarności. Przynajmniej na bilbordach, bo okazuje się, że wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się społeczność LGBT. Jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Gdańska jest plac Solidarności i brama historyczna numer 2. To tutaj nie zezwolono Kampanii Przeciw Homofobii zorganizować pierwszego Wiecu Równości w 2005. „Pod pomnikiem Poległych Stoczniowców ginęli robotnicy” – powiedział ówczesny prezydent Paweł Adamowicz. – „To nie jest miejsce do takich spotkań”. 

Na szczęście zaledwie 13 lat później zmienił zdanie i nie dość, że wydał zgodę na Marsz Równości, to jeszcze w nim poszedł. Ten sam plac Solidarności, zwany również Placem Trzech Krzyży, bo Gdańsk kocha krzyże, miał duże szanse stać się domem dla niedocenionego przez część Warszawiaków dzieła Julity Wójcik, czyli kontrowersyjnej instalacji z kwiatów znanej jako Tęcza (ta z placu Zbawiciela). Pomysł nie znalazł zrozumienia u władz Gdańska, a u polityków Prawa i Sprawiedliwości wzbudził agresję – sugerowali oni, że miejsce instalacji jest na Szadółkach, gdzie znajduje się miejskie wysypisko śmieci.

Z tego miejsca, w którym wiele się działo, ale wiele też się nie zadziało, możemy przejść przez tereny byłej stoczni i zobaczyć pozostałości po stoczni cesarskiej, słynnej Modelarni czy hali z muralem "Tatusiu! Pracuj bezpiecznie”. Większości miejsc w tym słynnego Instytutu Sztuki Wyspa już nie ma. Tereny te obecnie są zagospodarowywane pod rosnące w tym mieście apetyty deweloperów. 

Idąc jednak śladami nieistniejących miejsc docieramy do przykładu doskonałej rewitalizacji i odzyskania dla lokalnej społeczności hali B90 - miejsca targów alternatywnych, koncertów i masowych imprez oraz ulicy Elektryków - jednej z najkrótszych ale najbardziej zatłoczonych ulic w Gdańsku, gdzie na świeżym powietrzu w postindustrialnym klimacie można spróbować przysmaków z najlepszych trójmiejskich knajp, mających tutaj swoje sezonowe oddziały. 



Kawałek za ulicą Elektryków znajduje się nieco młodsza inicjatywa - 100cznia, czyli zabudowana kontenerami przestrzeń koncertowo - gastronomiczna, gdzie najchętniej spotykają się w sezonie letnim lokalsi. Kontenery i własna plaża, bujna roślinność i palmy, klimatyczne oświetlenie i leżaki to wszystko czego potrzeba kiedy spędza się #latowmieście i chociaż do morza daleko to zachód słońca na tle gdańskich żurawi również chwyta za serce.

Tutaj odbywa się zazwyczaj impreza wieńcząca Trójmiejski Marsz Równości, miejsce jest bardzo otwarte i przyjazne dla wszystkich. Ulubiona miejscówka lokalnych artystów, studentów ASP i ludzi związanych z kulturalną mapą gdańska.

Jeśli jednak chcemy przeżyć nieco przygody w kontakcie z lokalsami, musimy wyruszyć na drugi koniec centrum, gdzie rozpościera się tak zwane Dolne Miasto. W przeciwieństwie do Młodego Miasta przy Stoczni, ta dzielnica jeszcze parę lat temu uchodziła za slumsy. Taka nasza Praga, którą od porządnego centrum oddzielała droga krajowa, nie rzeka.

Jednak to właśnie tutaj znajduje się miejsce szczególnie bliskie homoseksualnym sercom, a mianowicie Łaźnia - obecnie Centrum Sztuki Współczesnej, ale przez lata publiczna łaźnia, w której od lat 60 spotykali się homoseksualni mężczyźni. Współcześnie, władze CSW wraz z Kampanią Przeciw Homofobii zorganizowały wystawę Karoliny Breguły pt „Niech nas zobaczą”. Legendarna już wystawa tylko w Gdańsku doczekała się prezentacji w przestrzeni publicznej! Łaźnia pozostaje nadal otwarta na wydarzenia z kategorii Queer i jest organizacją przyjazną LGBT+ artystom. „Przypominam sobie takie momenty, w których jechałam tramwajem i płakałam, widząc parę homo na billboardzie. Tych billboardów było mało w Gdańsku. No, ale to był taki wyraźny znak, że są tacy jak ja i że coś się zmienia...” – opisuje swoje wrażenia z kampanii Anna Strzałkowska, lokalna aktywistka i lesbijka. „Myślę, że ta kampania rozpoczęła ruch LGBT. On istniał, ale był taki podziemny. A to była pierwsza taka akcja na bilbordach, gdzie ludzie mogli zobaczyć pary homoseksualne. Szalenie to było dla nas ważne”. CSW Łaźnia to jedne z największych ekspozycji tęczowej sztuki w Polsce. Za taką można uznać wystawę sztuki queer „Miłość i demokracja” w 2006 roku. W 2011 roku na Jaskółczej można było również zobaczyć cykl obrazów Gilberta & George’a, słynnej pary brytyjskich artystów-gejów, W maju i czerwcu tego samego roku galeria gościła projekt Szafa Gdańska, ekspozycję dokumentacyjną na temat społeczności LGBT, składającą z dzieł sztuki, ale także pamiątek obrazujących życie codzienne tęczowej społeczności. (W której udział brały też fotografie wykonane przez Zandrę).

Z dolnego miasta w 15 minut można dojechać na Stogi, czyli najmniej zatłoczoną plażę w Gdańsku, która dorobiła się rownież swojego gejowskiego rewiru (przy wejściu numer 23). Jest to zarazem plaża dla nudystów, na którą często uczęszczał sam Miron Białoszewski. Ponoć.

Wracając z plaży warto zatrzymać się na Dolnym Wrzeszczu, a dokładniej odwiedzić ulicę Wajdeloty, która zaczyna się tuż przy stacji Gdańsk Wrzeszcz. 

Na tej ulicy skupiły się wszystkie dobre roślinne miejsca, które dodatkowo nie boją się przyklejać tęczowej flagi z napisem „wszyscy mile widziani”. Mamy więc pyszną kawę i ciacho w Fu kafe, słynne na całą Polskę dania z House of Seitan czy kultowe Avocado Vegan Bistro.

Jeśli znudzi wam się Gdańsk to wieczorami warto zajechać na Sopoty, ale nie na te wydeptane ścieżki wiodące przez Monciak, ale trochę dalej od splendoru i świateł. Sfinks 700 to kultowe miejsce, gdzie po dobre techno i narkotyki ludzie przychodzą od 1991 roku. Mieści się w zabytkowym pałacyku w Parku Północnym a jego nazwa to skrót od Sopockie Forum Integracji Nauki Kultury i Sztuki. Początkowo miejsce skupiało najważniejszych artystów i całą trójmiejską bohemę, obecnie jest to miejsce dobrych imprez z muzyką elektroniczną. Totalnie gay friendly.

W tym samym parku znajduje się obecnie jedyny klub dedykowany społeczności LGBT+ czyli HAH. Sieciówka, która ma swoje lokale w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie, w Sopocie ustawiła się przy wejściu na plażę numer 13.

W tym miejscu kończy się nasza lista istniejących miejsc dedykowanych LGBT. Minutą ciszy chciałybyśmy uczcić pamięć dwóch sopockich, kultowych klubów - sixty9, który mieścił się w willi w centrum kurortu, w której bywali wszyscy i imprezy trwały non stop na wszystkich poziomach (a także poniżej poziomu), oraz klub Camel, przy ul.Niepodległości, w którym rządziły lesbijki i kareoke. Obecnie w tym miejscu jest sklep sieci Żabka. Śpij słodko, mały Aniołku. 

Ania i Zandra

łukasz

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów