Tallin - Siedem powodow, dla których warto go odwiedzić

Marzy mi się, by stworzyć coś w rodzaju bałtycko-hanzeatyckiego przewodnika, dlatego czasem pojawiać się tu będą teksty takie jak ten.

Subiektywne, przypuszczalnie pełne niedoskonałości, ale oparte mocno na bezpośrednich doświadczeniach i jeżeli nawet nie przydatne, to być może choć trochę zabawne. 

Dziś weźmiemy na warsztat Tallinn, który odwiedziliśmy już 3 razy, w 3 różnych porach roku - od maja, przez lato, na zimie skończywszy. Poniżej kilka powodów, dla których warto odwiedzić to totalnie przeurocze miasto. 

1. Kameralność. 


Tallin to miejsce idealne dla osób mających problem z topografią. Rzeczy tu dzielą się na te, które są blisko i na te, które są bardzo blisko. Jak zaprojektować około 450-tysięczną stolicę w ten sposób tego nie wiem, ale Estończykom się udało. Rzecz szczególnie działa w przypadku dzielnicy Kalamaja, z której mnóstwo fajnych rzeczy ogarnięcie spacerem lub nawet spacerkiem. W rzadkich momentach desperacji można też wziąć taksówkę lub inny uber, które za 4-8 euro dowiozą Was do domu, gdziekolwiek byście się nie zapuścili. Ceny takiego transportu są często poniżej cen polskich, dojazd na lotnisko z centrum uberem kosztował nas właśnie 8 euro (luty 2019).

2.Natura


Trudno popadać w zachwyt nad naturą - było nie było - sporego miasta, ale Tallin daje możliwość przeniesienia się w mig na tereny naprawdę dziewicze. Prom wypływający niemal codziennie z Tallina, w godzinę z hakiem zabierze Was na Naissaare, zwaną również wyspą kobiet. 



Wyspa ma 19km2 powierzchni, w odległej przeszłości była ważnym przyczółkiem militarnym, od 1995 jest w całości rezerwatem przyrody, na którego terenie mieszkają obecnie poza sezonem 3 osoby - pewna para oraz "the guy who is pretty much drunk all the time", jak dowiedzieliśmy się od kapitana statku. Wyspa to także 400 gatunków grzybów, 100 gatunków porostów, lisy, dziki, jelenie - a jak ma się szczęście - to i wylegujące się na plaży foki, które będą jedynymi świadkami waszego łażenia po plaży na golasa. A foki rzadko się gorszą, co jest dużą zaletą fok, jak porównać je z ludźmi. 

3. Piwo


Jeżeli są na sali piwni geekowie, ceniący "ekokraftowy ciemny pszeniczny lager pils palony jasny pełny z browaru koczkodan" to w Estonii będziecie chcieć prosić o azyl (warto przed wyjazdem sprawdzić związane z tym formalności). Trochę siedzę w piwie, trochę za piwem pojeździłem no i Estoinia jest najbardziej piwnym krajem jaki znam (wybacz Belgio...). 

Piwa rodzimych browarów (np. Põhjala Brewery czy Vormsi Õlui) są fantastycznej jakości, a świetnie wyposażonych sklepów piwnych, gdzie kupisz wszystko - od Mikkeller-ów przez piwa z każdej części świata, ze Stanami i Japonią włącznie, jest naprawdę dużo. 

Estonia to Bałtyk, a Bałtyk to porter - i porterów mają tu niezwykły wybór - od tych pasujących do wędzonych ryb (warzonych z igłami sosnowymi) do tych, które pójdą raczej z lodami waniliowymi (warzonych z kokosem). Druga równie silna kategoria tam to Russian Imperial Stout - srogie, ciężkie, prawie gęstawe, czarne jak skandynawski death metal piwa, z potężną mocą, na poziomie 11-14%. Grzejące w gardło niemal i da się nimi najeść (protip).

Doskonały miejscem by napić się piwa jest Uba ja Humal - kawiarnio-piwiarnia, która oferuje doskonałą kawę przelewową, prócz tego jakieś 300 gatunków piwa z całego świata (z głównym naciskiem na północ Europy), a do brzegu morza i do targu rybnego można stamtąd dorzucić kamieniem, jeżeli jest się dobrym w rzucaniu kamieniami. Miejsce jest kameralne, ciche, pozbawione typowego w piwiarniach zapachu "trzeciego dnia festiwalu".  

4.Ryby


Jeżeli jesz ryby, zapamiętasz Tallinn na długo. Ryby są wszędzie, w przeróżnych formach, w wielkim bogactwie gatunktów i sposobów przygotowania. Najświeższe, dopiero co uwędzone, kupisz na targu rybnym Kalaturg, czynnym w każdą sobotę. 

Estończycy wędzą ośmiornice (nigdzie indziej nie widziałem jej w tej formie) mają jedne z najlepszych śledzi jakie jadłem, do tego masę ryb suszą, co sprawia że "fish jerky" występują tu w dobrych kilkunastu odmianach. 

Jeżeli lubisz pogotować na wyjeździe - wszystko czego Ci potrzeba znajdziesz na Balti Jaama Turg. To co niepokoi to zaskakująco niskie ceny ryb. Robiąc zakupy warto więc pamiętać, że każda niska cena ma cenę ukrytą, która jakoś kiedyś o sobie przypomni. Dlatego z estońskimi rybami jak z alkoholem - enjoy responsibly. 

5.Lumpeksy


Tallin to stolica second-handów, w których można upolować świetne rzeczy za grosze, często skandynawskich marek. Prócz tego można znaleźć całą masę zabawnych kuriozów, można kupić sobie spodnium, ocieplającą wizerunek koszulkę z Putinem tulącym szczeniaczka, albo jeszcze inne spodnium. 

W nieco hipserskim Telliskivi Creative City, Tallinn, Estonia znajdziecie nawet formy przejściowe między second-handem, a knajpą, gdzie z piwem czy kawą w dłoni, możecie polować na vintage'ove bluzy adidas Originals czy Fred Perry. Moja żona jest bardzo zadowolona z łowów, mimo że nie kupiła żadnego spodnium, a namawiałem. 

6.Sauna


Mimo że Estończycy to nie Finowie i saunowanie raczej nie jest tu jedną z podstawowych czynnosci życiowych, to wizyta w Kalma Saun, czyli najstarszej saunie w Tallinie, jest czymś co bardzo Wam polecam, choćby dlatego, by zobaczyć czym różni się prawdziwa łaźnia miejska od SPA. Kalma jest łaźnią - starą, nie za piękną, pewnie też znam łaźnie czystsze, ale Kalma jest bez wątpienia łaźnią o niepowtarzalnym klimacie. Sauna jest rozdzielnopłciowa, naga, ze sobą musisz mieć klapki i ręcznik. Zobaczysz tu siusiaki małe, siusiaki duże, młode i stare, siusiaki co najmniej 3 pokoleń, które wspólnie przychodzą się tu wymyć, wyszczotkować i wybatożyć gałązkami różnych rodzajów (cały wybór - od iglaków po brzozy, wierzby...) 

W damskiej części Rosjanki szorują pięty i nacierają ciała domowej roboty peelingami. W męskiej faceci szorują się, golą łyse głowy, zarost, okładają się witkami. Do tego oczywiście piwo, wino i przede wszystkim jedzenie suszonych ryb z gazety w części "odpoczynkowej". Rosjanie, Estończycy, Finowie - miło skomplikowanej wspólnej historii ogłaszają tam zawieszenie broni na czas okładania się brzozowymi witkami. 

7.Nautyka

To chyba nie do końca właściwe słowo, ale jeżeli odczuwasz radość na widok okrętów, statków, sprzętu morskiego, to pobyt w Tallinie będzie dla Ciebie pobytem pełnym radości. Abstrahując od widocznych w wielu miejscach aktywnych jednostek - rybackich, pasażerskich, turystycznych, Tallin ma najlepsze i najbardziej spektakularne muzeum morskie, w jakim dane mi było być. W ogromnej hali w Seaplane Harbour zobaczysz wiele, wejdziesz nawet do prawdziwej łodzi podwodnej z czasów drugiej wojny światowej i patrząc na rozmiary kajut przypomnisz sobie, że jednak masz klaustrofobię. Kawałek dalej zwiedzisz przycumowany i wycofany z użycia lodołamacz Suur Toll (wybudowany w 1913 w Szczecińskiej stoczni - ciekawostka), którego nazwa oznacza postać z estońskiej mitologii - rolnika giganta żyjącego na wsypie Sarema, broniącego swój lud przed zagrożeniami. Suur Toll to największy lodołamacz zachowany od czasów drugiej wojny światowej - ma 76 metrów długości. Gdy działał, spalał 3,5 tony węgla na godzinę (mógł wieźć go aż 700 ton - tyle co ówczesny statek towarowy!), z łatwością łamał lód metrowej grubości, a kosztował więcej niż budynek tallińsiej hali koncertowej (blisko milion rubli, co na ówczesne czasy było potężną sumą) 



To tyle wrażeń, mam nadzieję, że nie zanudziłem. Jeżeli czujecie, że coś warto do tego dopisać - zapraszam do komentowania, jak również do śledzenia naszego insta, gdzie znajdziecie zdjęcia z Tallina, jak i innych naszych morskich wypraw: https://www.instagram.com/hansawear/ 

Dzięki, że poczytałeś/aś i dotrwałaś/eś do końca. Czas na reklamę ;)

Zapraszamy do sklepu:

SPRAW SOBIE TISZERT

SPRAW SOBIE CZAPKĘ

SPRAW SOBIE BLUZĘ

NO ALBO KUBEK

5% z naszego zysku przeznaczay na cele statutowe Fundacji MARE zajmującej się ochroną bałtyckich ekosystemów.




łukasz

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów